Naftowy milion dla ludzi Macierewicza
Do niedawna Piotr Woyciechowski, likwidator WSI, oddany był idei
czyszczenia państwa. Tymczasem, jak ustalił DZIENNIK, Woyciechowski
razem z bratankiem Antoniego Macierewicza Tomaszem wypłacili sobie
ogromne kwoty z kasy państwowej na odprawy z ochroniarskiej spółki
Naftor, którą zarządzali.
Naftor należy do Operatora Logistycznego Paliw Płynnych
(OLPP), spółki Skarbu Państwa, która zarządza rezerwami paliw, chroni
blisko 20 baz w całym kraju. Tylko w tym tygodniu Naftor wypłacił
Woyciechowskiemu i Tomaszowi Macierewiczowi już ponad 400 tys. zł
odszkodowania za odwołanie z funkcji - dowiedział się DZIENNIK.
Ale to nie koniec - państwowa firma wyłoży dodatkowe pół
miliona na ich odprawy. A koszt odszkodowań dla ludzi ściągniętych
przez byłych prezesów do państwowej firmy może sięgnąć kolejnych 300
tys. zł. To razem grubo ponad milion złotych - o wiele więcej, niż
wynosi cały roczny zysk Naftoru!
“Rozważamy skierowanie sprawy do prokuratury” - informuje Ewa Żołędowska, rzeczniczka firmy.
Woyciechowski to wieloletni współpracownik Antoniego
Macierewicza. W 1992 r. kierował w MSW wydziałem, w którym przygotowano
tzw. listę Macierewicza, wykaz najważniejszych osób w państwie
oskarżanych o współpracę ze służbami PRL. Astronom z wykształcenia
jesienią 2006 r. został prezesem Naftoru. Swoim zastępcą Woyciechowski
mianował Tomasza Macierewicza.
Gigantyczne odprawy dostaną nie tylko oni. Woyciechowski tuż
przed wyborami w 2007 r. pozmieniał umowy o pracę także innym osobom, w
większości byłym pracownikom warszawskiej spółki GGKO (Gminna
Gospodarka Komunalna Ochota, zarządza nieruchomościami), której był
prezesem. Z GGKO do Naftoru trafili m.in. asystentka, kadrowa,
prokurent i księgowa z tego przedsiębiorstwa. Teraz zwolnienie ich
wszystkich może kosztować Naftor ponad 300 tys. zł.
Jak załatwiono tak duże odprawy? “Między innymi przez zakazy
konkurencji” - mówi jeden z pracowników Naftoru. “I wydłużenia okresu
wypowiedzenia. Wszystko to działo się tuż przed wyborami. Zakazy
konkurencji często dostali ludzie, którzy pełnią marginalne funkcje”.
Jak się dowiadujemy, Woyciechowski w Naftorze prezesował w
bizantyjskim stylu. Służbową kartą płacił m.in. za kosztowne posiłki w
restauracjach sushi. “Często jadał w ekskluzywnej knajpie Akashi w
centrum Warszawy” - mówi DZIENNIKOWI jeden z pracowników Naftora. “Co
tydzień bywał tam <służbowo> dwa, trzy razy. Płacił za niektóre
lunche po 200 zł. Podobnie Tomasz Macierewicz, wiceprezes Naftoru,
bratanek Antoniego”.
Woyciechowski słynął też z upodobania do egzotycznych
wyjazdów. W każdej z wypraw towarzyszył mu wiceprezes Macierewicz. W
marcu ubiegłego roku polecieli na tydzień do Kolumbii. W kwietniu - do
Chicago i Las Vegas. We wrześniu do Nowego Jorku. Po drodze zatrzymali
się w Paryżu. Każdy wyjazd kosztował Naftor od dziewięciu do kilkunastu
tysięcy złotych. A obaj prezesi to detaliści: rozliczali każdego dolara
wydanego w czasie delegacji - nawet niewielkie rachunki za przejazd
tunelem.
Piotr Woyciechowski został odwołany z zarządu Naftoru 15
maja. O tym, że straci stanowisko, wiedział co najmniej od kilku
miesięcy. Tuż przed odejściem wykonał kilka przelewów. W marcu za
państwowe pieniądze kupił pistolet. A w kwietniu 20 tys. kazał przelać
na “cele kultu religijnego - budowę ołtarza w parafii św. Michała
Archanioła”. Podał, że pieniądze przelewa “w związku z wpłynięciem
prośby księdza Józefa Hassa”, proboszcza warszawskiej parafii św.
Michała Archanioła.
DZIENNIK zadzwonił do księdza. “Nie, ja ich o nic nie
prosiłem, to ich pomysł, załatwili to poza mną z biskupem Nyczem” -
mówi proboszcz Hass.
“A ile pieniędzy ksiądz dostał z Naftora?” “Nie wiem”.
Tomasz Butkiewicz, Wojciech Cieśla
artykuł powyższy pochodzi ze strony www.dziennik.pl