Rząd Tuska ocalił budżet kosztem emerytów
Rząd ratuje finanse, tnąc składkę do OFE, i twierdzi, że emerytury będą wyższe. Pewną informacją jest to, że więcej wpłacimy do ZUS. Nie wiadomo, jak będzie wyglądać dziedziczenie, nie powstaną też bezpieczne fundusze.
To największa reforma systemu emerytalnego od 11 lat. Tym razem nie interes emerytów, tylko doraźne potrzeby państwa są motorem zmian. I tak już bardzo skomplikowany system staje się jeszcze bardziej złożony, żeby z jednej strony ugasić pożar w finansach państwa, a z drugiej uspokoić przyszłych emerytów.
Rząd zapewnia, że wszyscy będą zadowoleni. Ale sam tak naprawdę nie jest dziś w stanie tego przewidzieć.
Przesuwając część naszych pieniędzy z prywatnych funduszy OFE do ZUS, rząd będzie mógł o 1,2 proc. PKB mniej pożyczać na wypłatę bieżących emerytur.
Minister Michał Boni zapewnia, że świadczenia będą wyższe o 2 – 3 proc. Ale nawet przy dobrej woli trudno jest dziś zweryfikować rządowe szacunki – bez informacji o wzroście gospodarczym, inflacji i notowaniach na giełdzie w perspektywie 30 – 40 lat. Wiemy na pewno, że nawet jeżeli dziś uda się poprawić bilans finansów publicznych, zobowiązania ZUS w przyszłości będą znacznie wyższe. I tylko cud gospodarczy może sprawić, że to, co dziś jest poważnym problemem, za 30 lat nie będzie kamieniem u szyi budżetu.
Obecnie do OFE trafia 7,3 proc. naszych zarobków, od kwietnia będzie to 2,3 proc. 5 proc. trafi na subkonto w ZUS. Od 2017 roku do OFE ma trafiać 3,5 proc., a do ZUS 3,8 proc.